Paweł Śpiewak:

Historia środowiska Woli – od początku stanu wojennego do 1989 roku – jest sama w sobie pasjonująca. To opowieść o zadziwiającej intensywności doświadczeń, o zaufaniu i głębokim poczuciu publicznego szczęścia. Mówili wtedy o sobie, że są lewicowcami, bo wierzyli w aktywność i podmiotowość społeczną. Pisali zarazem jak twardzi realiści, świadomi, że Polska tamtych czasów jest realnie podzielona i że nie sposób już żyć mitem jedności.

Jest to książka o tworzeniu pamięci. Wola w rywalizacjach o przeszłość bywała najczęściej pomijana. Czytana po latach opowieść ze stanu wojennego pokazuje, jak jesteśmy daleko od tamtych czasów, a sami bohaterowie tej opowieści oddalili się od swej młodości i tamtych nadziei, często rozstali, podzielili.

Jacek Hugo-Bader:

Trzeba się porozumieć słowami, które zdołają ludzi poruszyć – pisze w 1984 roku jeden z założycieli wielkiej, podziemnej gazety.

Czuję się poruszony. Najbardziej chyba tym, że w tej książce mówią jednym głosem ludzie z różnych bajek, którzy kiedyś, na wojnie polsko-jaruzelskiej, byli razem, ale potem ich drogi się rozeszły. Daleko się rozeszły, na przeciwne krańce galaktyki, bo jedi są z tak zwanego Ludu Smoleńskiego, drudzy z rządu Rzeczpospolitej. A w tej książce nagle mówią jednym głosem. Mówią słowami, które ludzi poruszają. Tak jak mnie. Nie tylko dlatego, że byłem jednym z NICH. Z czego będę dumny do ostatnich moich dni.

Piotr Zaremba dla „Rzeczpospolitej”:

Rzecz dotyczy pisma i Grupy Politycznej Wola, która działała od wprowadzenia stanu wojennego do końca lat 80. I była jednym z ważniejszych tego typu środowisk podziemnej „Solidarności”. Ona naprawdę połączyła inwencję grupy inteligentów z uporem i organizacyjną sprawnością stosunkowo silnych grup robotniczych.

http://www.rp.pl/artykul/934965.html

Dzieje tego środowiska domagają się jeszcze porządnej politycznej analizy, ale być może Krystyna Zalewska wybrała to, co najlepsze. Pozwoliła nam się spotkać z dzielnymi i ciekawymi ludźmi i zajrzeć w naszą własną, zbyt łatwo zapominaną historię. (…)

http://archiwum.rp.pl/artykul/1166764–Wola—Portret-czasow.html

Mirosław Pęczak dla „Polityki”:

Ta książka daje się czytać rozmaicie: jako fragment historii solidarnościowej opozycji lat 80.; jako zbiór osobistych doświadczeń z tamtej dekady; jako opowieść o polityce albo o środowisku, które przestało istnieć, gdy nastał kres PRL. (…)
Najważniejsze wydaje się jednak coś, co nazwać by można wspólnotą ideowo-przyjacielską oraz polityczno-towarzyską. To, że główni rozmówcy autorki chodzili na te same seminaria (m.in. Andrzeja Mencwela) na warszawskiej polonistyce, miało swoje znaczenie, podobnie jak to, że intelektualnym zapleczem całej tej grupy był zachodni neomarksizm, polski socjalizm Abramowskiego i Strzeleckiego oraz antropologiczne koncepcje relatywizmu kulturowego.(…) Warto przy okazji pamiętać, co dziś zakrawałoby na herezję, że ówczesna podziemna Solidarność nie wypierała się bynajmniej swoich lewicowych korzeni.

 

Andrzej Horubała dla najnowszego numeru „Uważam Rze”:

(…) właśnie eseje pomieszczone na końcu książki paradoksalnie najsilniej przywołują we mnie wspomnienia tamtego czasu.

Gdy czytam te napisane specjalnie na potrzeby książki wynurzenia dawnych liderów „Woli”, nagle czuję, jakbym znów znalazł się w podwarszawskim domu Andrzeja Urbańskiego przy jakimś dziwnym alkocholu, jakbym siedział z Michałem Bonim przy ikeowskim stole w jego dawnym mieszkaniu na Hirszfelda jeszcze albo słuchał pewnego siebie Maćka Zalewskiego, przekonanego, że odnalazł klucz do historii. Niesamowita sprawa. (…)

http://www.uwazamrze.pl/artykul/724071,952743-Byly-sobie-dwie-corki-.html